"Delirium" Lauren Oliver


***
   Trylogia o której słyszałam wiele pozytywnych opinii, zachwytów. Bałam się ją zacząć, bo nie wszystko co popularne jest dobre. Niekiedy książka przedstawia popularne motywy, zachowania, które porywają tysiące. Ale dobra książka potrzebuje powiewu świeżości, czegoś co skłoni do myślenia, poszerzy nasze horyzonty.

   Pierwszy tom trylogii praktycznie ma to wszystko. Niby opowiada o miłości, ale w zupełnie inny sposób. Tu, jest to uczucie niszczące, choroba trawiąca ludzkie ciało i duszę , aż zostanie sprowadzony do roli zwierzęcia. Żeby przeciwdziałać  delirium wprowadzono obowiązkowe zabiegi, które leczą uwalniają od cierpienia i bólu, a przede wszystkim od uczucia. Ludzie po nim są spokojni, ułożeni, doskonale nadają się do życia w uporządkowanym społeczeństwie, gdzie każdy krok jest sprawdzany. Jednak istnieją jednostki, którym nie podoba się świat pozbawiony miłości, czułych gestów – nazywani są Odmieńcami, krążą plotki, że żyją w Głuszy, poza „granicami” wyleczonego państwa.

  Co jeśli nie są to plotki? Czy główna bohaterka odważy się przeciwstawić  surowemu systemowi?

   Tak wiem motyw buntu to powszechne zjawisko, w imię miłości tym bardziej. Pomimo to całokształt sprawia, że jestem zadowolona z tej pozycji, chcę czytać dalej, jestem ciekawa jak rozwinie się rodzinny wątek Leny, czy odnajdzie siłę by walczyć o swoje uczucie i wolność, czy da radę zburzyć mury, które wkraczają w każdą sferę jej życia.
Mój zachwyt wzrósł o 100 % gdy na scenę „wkroczył” Alex. Ochy i achy latały po całym pokoju , serce drży gdy o nim pomyślę. Chłopak ideał, serio musicie mi wierzyć. Troskliwy, zaradny, uroczy <chodząca słodycz>. Nie jest typem lalusia, przystojniaczka, który dostaje od losu wszystko czego zapragnie. Nie, wręcz przeciwnie, doświadczony przez życie, potrafi czerpać radość z każdego zachodu słońca, wiatru, który mierzwi jego włosy. Jest zainteresowany samą Magdaleną, jej osobowością, która biegając tryskała energią i szczęściem. Sam wierzy w rolę i moc miłości, recytuje wiersze z takim zaangażowaniem, przy nim nie raz szybciej zabije serce. Dlaczego takie cuda są tylko w książkach? Chociaż to praktyczne, nikt nie będzie mi robił wyrzutów o powiększający się z dnia na dzień męski harem <chłopcom też nie jest ciasno, dogadują się>. 
Skłamałam mówiąc, że chciałam czytać od razu drugi tom <wybaczcie, ale to bolesne>. Ostatnia scena, tak prosta do przewidzenia, rozbiła moje serce na milion, małych kawałków. Są takie sceny, które nawet po dłuższym czasie wywołują łzy. Mam jeszcze nadzieję, że wszystko się ułoży, naprawi.

   Książka tak doskonale przedstawia „objawy” miłości, że sama próbowałam ją u siebie zdiagnozować. Ta pozycja łączy w sobie te elementy, które cenię sobie najbardziej: rodzące się uczucie, walka o samego siebie, porywający bohaterowie <Alex <3>, rozterki nękające głównego bohatera. Nie należę do fanów romansów, ale to uczucie według mnie nie jest przedstawione w jakiś bardzo dramatyczny sposób. Jest to piękna relacja łącząca dwoje ludzi.
Książka, którą czytało się stanowczo zbyt szybko, pokazuje, żę to bez miłości życie ludzkie jest puste, pozbawione sensu. Zarówno ta odwzajemniona jak i nie kształtuje nasz charakter, sprawia, że się zmieniamy.
Polecam szczególnie tym którzy chcą żyć bez miłości. 

Autor: Lauren Olivier
                                                       Seria: Delirium
                                                       Tomy: "Delirium"
                                                                  "Pandemonium"
                                                                  "Requiem"
Wydawnictwo: Otwarte

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © 2016 Oczytana , Blogger